Marcin Litwa - kurator sztuki w hotelu The Cyrus. Zapraszamy do krótkiego wywiadu z artystą, który tchnął życie mury naszego hotelu.
Kurator sztuki hotelu The Cyrus, który nie lubi być nazywany artystą, ale wszyscy podziwiają jego pracę w naszych pięknych wnętrzach. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, Wydziału Szkła i Ceramiki, oraz Szkoły Rzemiosła Artystycznego, gdzie uzyskał tytuł magistra w dziedzinie złocenia. Jego prace znalazły się na wystawach na całym świecie.

AKT I „Najczystsza z form”
W pokojach i częściach wspólnych wzrok przyciągają stoliki z charakterystyczną, turkusową mozaiką. Jaka historia kryje się za tym materiałem?
Marcin: Ta mozaika to niezwykle szlachetne szkło weneckie sprowadzane z włoskiej pracowni Orsoni, która ma tradycję sięgającą okolic 1900 roku. Firma ta jest znana na całym świecie. Co ciekawe, wykorzystany przez nas materiał to pozostałości po renowacji elewacji zabytkowego Pasażu Pokoyhof. Zostało nam około dwudziestu kilku kilogramów tego szkła i postanowiliśmy nadać mu nowe życie. Inspiracją było klasyczne lastryko, ale w mniejszej, bardziej dekoracyjnej skali. Oryginalnie mozaika była w formie kwadratowych kostek, które sami przecinaliśmy na prostokąty. Następnie ręcznie układaliśmy kompozycję, kawałeczek po kawałeczku, zachowując odpowiednie proporcje i odległości dopasowane do wielkości blatu. Układaniem zajmowałem się ja, moja żona oraz żona kolegi.
![]()
Twoja żona jest artystką?
Marcin: Nie, ale już się przyzwyczaiła do pracy ze mną.
To na pewno niesamowita kobieta. Powiedz mi, proszę, jaki był efekt Waszych prac?
Marcin: Łącznie przygotowaliśmy około 230–240 blatów. Przyjmując, że na jeden decymetr kwadratowy przypada około 100 sztuk drobnej mozaiki, mówimy o tysiącach elementów. Całość jest zalewana specjalną zaprawą do lastryko o podwyższonej odporności, stosowaną zazwyczaj na posadzkach. Szkło traktujemy tu jako rodzaj kruszywa. Brzegi blatów wykończyliśmy mosiężnymi płaskownikami, które były lutowane, szlifowane i patynowane u nas na miejscu, by nadać im odpowiednią gładkość i szlachetny wygląd.
Co Cię zainspirowało do wybrania akurat tej formy i materiału?
Marcin: Od jakiegoś czasu poszukiwałem motywu na mozaikę na stół i to była dla mnie taka najczystsza z form. Mozaiki szklane są dla mnie ogromną inspiracją; za każdym razem, gdy gdzieś wyjeżdżam, widzę, jak dużo jest ich w architekturze. To jest piękne malarstwo, które nie traci swojej barwy przez tysiące lat. Szkło nie blednie, podczas gdy reszta pigmentów tak, to oczywiście wiąże się trochę z moimi studiami.
A co było taką bezpośrednią inspiracją?
Marcin: Po prostu poszukiwaliśmy materiału, który można byłoby tutaj użyć. Trudno to jednoznacznie wskazać; oglądałem różne inspiracje w internecie, analizowałem, drążyłem temat w myślach i w pewnym momencie po prostu wymyśliłem nowy pomysł. Pomyślałem sobie: „Czemu nie? Spróbujmy”. Zrobiłem pierwsze sztuki, żeby zobaczyć, czy to ma sens i z czym to się wiąże, a gdy okazało się, że wyszło fajnie i się spodobało, to poszliśmy w to dalej. To takie przetworzenie dużego lastryka, które stosuje się w architekturze, na mniejszą, dekoracyjną skalę, właśnie na blaty.
AKT II „Poszukiwanie formy wynikało z funkcji”
Porozmawiajmy teraz o meblach w pokoju. W wyposażeniu hotelu dominuje mosiądz i miedź. Dlaczego właśnie te metale?
Marcin: Poznałem mosiądz na studiach z rzemiosła artystycznego i od razu mnie urzekł, kolorystycznie jest bliski złotu, a przy tym niezwykle plastyczny i łatwy w obróbce. Jest to metal półszlachetny, który nie koroduje jak stal. Dodatkowo, w kontekście hotelowym, mosiądz jest niezwykle higieniczny, zarazki na jego powierzchni po prostu giną.
Te materiały dobrze się starzeją.
Marcin: Dokładnie. Sprawdzaliśmy różne opcje, w tym lite drewno czy fornir, ale mosiądz wygrywa trwałością. Nawet jeśli po latach pojawią się odbarwienia od napojów, wystarczy powierzchnię przeszlifować i ponownie spatynować, by odzyskała blask. To była inwestycja w przyszłość.
Stosowaliście też unikatowe techniki patynowania, na przykład w półkach pod telewizory.
Marcin: Tak, w biurkach stosowaliśmy miedź patynowaną na brązowo, natomiast na półkach wykorzystaliśmy szlachetną zieloną patynę. To proces chemiczno-termiczny, który przyspiesza to, co naturalnie dzieje się z miedzianymi dachami kościołów przez dziesięciolecia. Bazowałem na dostępnej wiedzy i własnych doświadczeniach, bo niewiele osób zajmuje się tym profesjonalnie.
AKT III „Płynność linii”
Bar robi niesamowite wrażenie. Jak to było z tą mozaiką ceramiczną? To był od początku Twój pomysł?
Marcin: Bar w barze. To też były poszukiwania materiałów, bo tam było kilka innych jeszcze koncepcji, bardziej industrialnych. Ostatecznie szef wybrał tę drogę. Zrobiliśmy prototypy: wypalaliśmy, dobieraliśmy kolory zieleni, borda, metalizujących brązów, butelkowej i oliwkowej zieleni w różnych nasyceniach. Te pierwsze elementy z brązu sami odlewaliśmy w pracowni, to jest przetapianie brązu w okolicach 950°C, materiał płynie i trzeba go przelać z tygla do formy piaskowej. Potem, żeby było szybciej i bezpieczniej, zleciliśmy to profesjonalnej firmie.
A kształt?
Marcin: Chcieliśmy utrzymać taką płynność, żeby to nie były geometryczne mozaiki, tylko bardziej organiczne, bo to ożywiało kompozycję. Ta mozaika ma swoje faliste kształty. Każdy element był ścinany dokładnie pod takim kątem, żeby po odwróceniu można było ten kąt złapać. Wytyczaliśmy to indywidualnie, tak żeby fugi były jak najmniejsze. To były grube godziny, metr mozaiki to około jednego dnia układania. Oprócz mnie układał to jeszcze tylko jeden chłopak, który widział tę różnicę, reszta nie miała do tego takiego oka.
A samo barwienie ceramiki? Mówiłeś, że robiliście to sami.
Marcin: Tak. Do tego celu używaliśmy dostępnych niskotopliwych szkliw ceramicznych, transparentnych o różnym nasyceniu barwy, szkliwa te dają bardzo ciekawą głębię oraz metalizujących w odcieniach brązów. W tym projekcie używaliśmy białej masy, żeby kolor był żywszy, i nakładaliśmy to warstwami, od 3 do 6. Robiliśmy to trochę empirycznie, szukając cieni, dzięki czemu wyszła taka ciekawa różnorodność kolorystyczna.
![]()
To jest bardzo ciekawe, a samo układanie?
Mozaikę kleiliśmy do płyt specjalnie przygotowanych. Na koniec, jak to zamontowaliśmy, układaliśmy w miejsca łączeń płyt kontynuację wzoru. Nie ma żadnej linii prostej dzielącej tę mozaikę, wygląda jak jeden monolit.
AKT IV „Kompozycja abstrakcyjna - intuicyjna”
W pokojach wiszą prace artystyczne, które przyciągają wzrok swoją fakturą. Jak to się zaczęło?
Marcin: Najpierw skoncentrowaliśmy się na częściach wspólnych, a w pokojach najpierw wisiały te blachy metalowe, bo były szybsze w produkcji. Z czasem dochodziły nasze kompozycje, które są bardziej pracochłonne i czasochłonne. Zrobienie jednej takiej pracy dla jednej osoby to jest w okolicach tygodnia, a może i więcej.
Mówiłeś, że te prace dzielą się na konkretne typy. Czym one się różnią?
Marcin: Tak, mamy cztery rodzaje. Jest „brazylijska”, która daje najbardziej nieregularne kształty i jest najtrudniejsza do zaprojektowania i zrealizowania, taka bardziej szalona i nieokiełznana. Są „pasy”, które nazywamy tak potocznie, one są bardziej wyciszające, harmonijne. Są też „kafelki”, bardziej dynamiczne, gdzie więcej się dzieje, ale ta dynamika jest wpisana w prostokąty. No i „fale”, które są czymś pomiędzy kaflami a brazylijskimi. Warto dodać, że każda z tych kompozycji jest absolutnie unikatowa.
Jakiej techniki używacie, żeby uzyskać ten efekt „starego” lustra?
Marcin: To jest taka nasza autorska technika antykizowania. Szlifowane lustra zamawiamy na zewnątrz, a potem sami je dobarwiamy, patynujemy. Zdejmujemy zabezpieczenia ze zwykłych srebrnych luster i używamy środków do czernienia srebra. Nakładamy tę patynę specjalnymi materiałami. Cała kompozycja jest oddzielona mosiężnymi prętami.
Czy przy tworzeniu tych kompozycji trzymasz się jakiegoś konkretnego planu, czy to raczej impuls?
Marcin: To są kompozycje abstrakcyjne, podyktowane wewnętrznym wyczuciem estetyki. Jednak w tym projekcie ogromną wartością okazała się sama przestrzeń do dyskusji nad wizją całości, szczególnie z samym inwestorem. Nauczyłem się, że nawet jeśli początkowo mam inną koncepcję, warto otworzyć się na zewnętrzne sugestie. To niesamowita synergia, bez której te wnętrza nie miałyby tak wyrazistego charakteru